Starostwo Powiatowe w Brzozowie

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Miesiąc, który wszystko zmienił

Email Drukuj PDF

Wrzesień to dla nich czas szczególny. Przywołujący wspomnienia, do których jedni nawiązują chętniej, inni zaś odsuwają je jak najdalej od swoich myśli. Nie stanowią one wszakże typowych powrotów do przeszłości. Do beztroskich, młodzieńczych lat. Bo wrzesień dla dotkniętych hitlerowską i sowiecką napaścią, to miesiąc przypominający o doświadczeniach wyjątkowo trudnych, często tragicznych. O długich sześciu latach, w których sytuacje śmiertelnie niebezpiecznie przenikały się z namiastką normalnego życia. O czasach, kiedy jedni szczęśliwie ratowali życie swoje i najbliższych, inni umierali. O niepewności, o ciągłym strachu. O niewinnie mordowanych. O wojnie.

Młodzieńczy optymizm
Adam Piecuch miał w dniu wybuchu II wojny światowej 15 lat. Ukończył pierwszą klasę gimnazjum. – Moje pierwsze wspomnienie związane z wojną, to przemówienie naszego ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka, którego słuchaliśmy w szkole, skupieni całą szkołą przed radioodbiornikiem. Przedstawiciel polskiego rządu zapewniał wówczas, że nie oddamy Niemcom nawet guzika. Zdecydowanie popieraliśmy takie podejście do sprawy. Byliśmy młodzi i święcie wierzyliśmy, że jak napastnicy zdecydują się na wojnę, to szybko zostaną przepędzeni z Polski – wspomina. Piecuchowie: mama Jadwiga, ojciec Stanisław oraz pięcioro rodzeństwa Krystyna (17 lat), Edward (16), Adam (15), Alina (12) i Jadwiga (10) mieszkali w Jasionowie w domu z widokiem na szosę z Brzozowa do Rymanowa. Dzięki takiemu usytuowaniu Adam Piecuch widział z okna, jak w oddali wysadzany jest most w Besku. Ponadto zapadli mu w pamięci niemieccy żołnierze, wjeżdżający do Jasionowa samochodami i motocyklami. – Tumany kurzu unosiły się do góry, a następnie osiadały na mundurach. Wyglądali zjawiskowo. Zatrzymali się i zaczęli myć. Szybko wyczerpali studnię i mycie kontynuowali w potoku – opowiada.

Przeprowadzka
Wybuch wojny szybko wprowadził zmiany do życia rodziny Piecuchów. Niemcy przesiedlili wszystkich kierowników szkół oraz innych instytucji.
W wyniku tej akcji zostali oni zmuszeni do przeprowadzki z Jasionowa od Starej Wsi. – Ojciec został kierownikiem tamtejszej szkoły. Tak się złożyło, że Stara Wieś to jego rodzinna miejscowość, więc wrócił na stare śmieci – podkreśla Adam Piecuch. Niedługo potem Stanisław Piecuch otrzymał zadanie ukrycia rodziny majora Włodzimierza Garlickiego, jego żony, syna i siostry. Najbliżsi majora zamieszkali w szkolnym pomieszczeniu i za czas jakiś miał miejsce incydent, który mógł kosztować życie rodzin Garlickich i Piecuchów. – Niemcy przyszli zająć szkołę na kwatery dla wojska i pobierali od ojca klucze do poszczególnych pomieszczeń i oceniali ilu żołnierzy pomieści każda z nich. Kiedy przyszła kolej na salę zajmowaną przez Garlickich ojciec powiedział, że jest ona zastawiona szkolnym sprzętem z ławkami włącznie i nie ma tam sensu nawet wchodzić. Żołnierze przyjęli to do wiadomości i ominęli pomieszczenie. W czasie obecności Niemców w budynku Garliccy klęczeli i modlili się. To była chwila decydująca o losach wielu ludzi – dowodzi Adam Piecuch.

Wyrok
Dość powiedzieć, że za informację o kryjówce Garlickich Niemcy wyznaczyli nagrodę – motocykl. Perspektywa darmowego posiadania solidnej maszyny skusiła mieszkańca powiatu brzozowskiego na tyle, że zaczął węszyć. – Stał się bardzo pobożny. Chodził do kościoła w Starej Wsi, a rower, którym przyjeżdżał, zostawiał pod budynkiem szkolnym. Prawdopodobnie rozpoznał Garlicką, jak wychodziła od kościelnego fotografa, robiącego jej zdjęcia do nowych dokumentów. Stąd zaczął inwigilację w Starej Wsi – dodaje Piecuch. Kiedy Stanisław Piecuch zorientował się, że jest obserwowany, porozumiał się ze sztabem wojskowym i postanowiono zmienić miejsce ukrycia Garlickich. Nie uchroniło to go jednak przed przesłuchaniem w tej sprawie. Donosiciel zdążył zadziałać. Piecuch zaprzeczył jakoby znał Garlickich. Stwierdził, że udzielił co prawda schronienia, ale kobiecie, która zasłabła w kościele i została przyprowadzona do niego przez policjanta na służbie. Powiedział, że miał sprawować nad nią opiekę do momentu aż chora o własnych siłach będzie mogła wrócić do domu. Wersja ta uratowała Stanisława, który został skazany, lecz „tylko” na rok za przenocowanie osoby bez zameldowania. Udało się mu uniknąć kary za ukrywanie poszukiwanych. Odsiedział on wyrok w ciężkim obozie pracy w Pustkowie i powrócił do domu. – Poznałem go po ubraniu. Opuchlizna uniemożliwiała praktycznie jego identyfikację. Ale dobrze, że przetrwał. Tym bardziej, że raz Niemiec strzelał do niego, ale na szczęście nie trafił. Po prostu ojciec przerwał pracę i odszedł za potrzebą. Strażnik potraktował to jako ucieczkę i wystrzeliłprzypomina Adam Piecuch.

Wojenne życie

Piecuchowie szczęśliwie przeżyli ciężkie wojenne lata. Drugi z synów, Edward, był w wojsku, jednak nic złego mu się nie przydarzyło. Córka Krystyna uniknęła wywozu do pracy do Niemiec, ponieważ uczestniczyła w kursie szycia. Ta umiejętność była wysoko ceniona przez Niemców i uważali, że pracownicy z tym fachem bardziej potrzebni są na miejscu. – Ja byłem również wyznaczony do wyjazdu na roboty, ale dostałem pracę w majątku na miejscu i zostałem w kraju. Zajmowałem się utrzymaniem porządku w ogrodzie i byłem z tego zajęcia zadowolony. Ponadto wyżywienie było dobre, co w tamtych czasach miało olbrzymie znaczenie. Byłem doświadczony w tych pracach, bo w rodzinnym domu w czasie wojny, zwłaszcza kiedy ojciec przebywał w obozie pracy, żyliśmy z warzywnictwa. Mieliśmy dzięki temu co jeść, a poza tym zostawało coś jeszcze na sprzedaż – mówi Adam Piecuch.

Podczas wojny młodzi ludzie musieli pracować, lecz równocześnie nie rezygnowali z nauki. Organizowane było tajne nauczanie, które prowadził też Stanisław Piecuch, przekazując treści zakazane z historii, czy geografii. Adam Piecuch z kolei pobierał lekcje prywatnie, między innymi z matematyki i łaciny. Poza tym, w miarę możliwości, starano się prowadzić życie towarzyskie, koleżeńskie. – Młodość ma swoje prawa. Jako „wojenni nastolatkowie” organizowaliśmy potańcówki, spotykaliśmy się na imieninach. Chcieliśmy jakoś funkcjonować. Przynajmniej w jakimś stopniu normalnie – podkreśla Pan Adam.

Jednych rozdzielała, drugich łączyła
Wojna przeważnie wpływała destrukcyjnie na rodzinne życie. Najbliższych rozdzielały aresztowania, wywózki do obozów koncentracyjnych, czy udział ojców w walkach. Żniwo zbierała śmierć. Zdarzały się wszakże sytuacje odwrotne. Ludzie się w wojennych okolicznościach poznawali, zakochiwali, decydowali na założenie rodziny. Tak było w przypadku Olgi i Kazimierza Data ze Starej Wsi. – Poznaliśmy się z mężem w Niemczech. Zostaliśmy tam obydwoje wywiezieni do pracy. Po zakończeniu wojny i powrocie do Polski pobraliśmy się. Żyliśmy zgodnie, mieliśmy dwoje dzieci – opowiada Pani Olga. Kazimierz Data ukończył szkołę podoficerską w 2-gim Pułku Strzelców Podhalańskich. W roku 1939 miał w stopień kaprala. Zmarł w 1995 roku w wieku 81 lat.

STAROSTWO POWIATOWE W BRZOZOWIE
ul. Armii Krajowej 1, 36-200 Brzozów
tel. 13/ 43 426 45
fax. 13/ 43 426 45
e-mail: starostwo@powiatbrzozow.pl

STAROSTWO POWIATOWE W BRZOZOWIE
ul. 3-Maja 51, 36-200 Brzozów
tel. 13/ 43 410 74
fax. 13/ 43 410 74
e-mail: starostwo@powiatbrzozow.pl